DotWay

Wspomnienia trenera: CHINY

#TrenerWPodrozy

ASIMOV. FUNDACJA.

Podróżuję od ponad 10 lat, odwiedziłam co najmniej 20 krajów na 4 kontynentach, a jednak gdy po raz pierwszy wylądowałam w Szanghaju w Chinach czułam się jak na innej planecie. Ogromnej, wspaniałej, ale zupełnie odmiennej. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to to, że znalazłam się w świecie przedstawionym w cyklu książek Fundacji Asimov (w skrócie: science fiction, podróże kosmiczne pomiędzy różnymi kulturami).  To było niewiarygodne!

W ciągu 2 lat podróżowałam do Szanghaju czterokrotnie i spędziłam tam ponad 10 tygodni prowadząc kursy i szkolenia z umiejętności miękkich dla pracowników i kadry menadżerskiej.

Patrząc wstecz na życiowe lekcje, które wyniosłam, stwierdzam, że jednym z najcenniejszych doświadczeń jakie zebrałam jako trener podróżujący po całym świecie, był pobyt w Chinach. Oto dlaczego.

Lekcja # 1: Adaptacja

 

Najważniejsza lekcja, jaką odebrałam, dotyczyła mnie jako trenera, a nie moich słuchaczy. Mój styl prowadzenia szkoleń jest bardzo dynamiczny – język ciała, gestykulacja, ton głosu. Czasami jestem postrzegana jako pełna energii, nadmiernego entuzjazmu i pewności siebie. Już w pierwszej minucie w biurze w Szanghaju zorientowałam się, że muszę się dostosować i to szybko! Ale jak wpasować się w miejscowe zwyczaje z moim stylem komunikacji i prowadzenia szkoleń?

Zacznijmy od podstaw:

  • obserwuj, mów spokojniej, stój spokojniej, mniej gestykuluj – wzoruj się na innych;
  • pamiętaj by unikać wskazywania kogoś do odpowiedzi, szczególnie jeśli po raz pierwszy prowadzisz szkolenie z daną grupą; skoncentruj się raczej na pracy w parach/grupach;
  • daj uczestnikom czas na robienie notatek – wszystko co mówisz jest ważne i musi zostać zapamiętane. A jeśli zależy Ci na czasie, pamiętaj by zanotować kluczowe punkty na tablicy czy flipcharcie, żeby uczestnicy mogli je przepisać;
  • pokaż jaki naprawdę jesteś – powiedz coś o swoich zainteresowaniach, marzeniach, jakąś zabawną anegdotę – zdjęcie swojego rodzinnego miasta zaprezentowane na początku szkolenia jest fajnym pomysłem 🙂
  • uśmiechaj się! (oczywiście – w naturalny sposób);

 

Co jeszcze może się przydać?

  • odpręż się – pomyśl o aktywnościach pobudzających do działania i przełamujących lody, które wniosą do szkolenia pierwiastek zabawy, zacznij spokojnie, ale z czasem stawiaj coraz większe wyzwania 🙂
  • dziel się z uczestnikami anegdotami i przykładami jak inni sobie radzą w danej sytuacji – choć sama chciałam poznać kulturę Chin, okazało się, że uczestnicy moich szkoleń pragnęli słuchać opowieści o pracy w innych lokalizacjach naszej firmy, o stosowanych przez nich najlepszych praktykach, analizować przypadki itp.
  • pamiętaj o rekomendacjach – wyjdź poza ramy szkolenia, wszelkie książki, artykuły, mogą być przydatne – podziel się nimi z uczestnikami, by mogli doskonalić się nawet po zakończeniu szkolenia;

 

I ostatnia wskazówka: okazuj szacunek. Od samego początku będziesz traktowany z najwyższym szacunkiem, to pewne. Zadbaj o otwarty umysł i odwzajemniaj ten szacunek.

Lekcja #2: Lodów nie przełamuje się w kwadrans

 

Budowanie wiarygodności i zaufania wymaga czasu – a w Chinach może zająć to dłużej niż gdziekolwiek indziej. Rozpocznij jak najbardziej zajęcia od aktywności, która pozwoli Ci zapoznać się z uczestnikami. Ale jeśli chcesz zbudować prawdziwe zaufanie, bądź sobą, dziel się swoimi historiami i doświadczeniami. Wyjdźcie wspólnie na lunch albo na kawę – ze wszystkimi, nie tylko menadżerami – stwórz szansę byście mogli po prostu pogadać. Jeśli jesteś tu by poprowadzić szkolenie, jesteś traktowany z szacunkiem jako specjalista. Pokaż kim jesteś jako człowiek – właśnie to kruszy lody.

Rozejrzyj się też wokół i poszukaj wskazówek – w biurze w Szanghaju wyczuwało się atmosferę feng-shui – cisza, spokój, ciepło. Patrząc na biurka, pełne najróżniejszych drobiazgów, od śmiesznych nabiurkowych poduszek (!) po dziwnie wyglądające dzbanuszki, łatwo można było zgadnąć, że za tymi przedmiotami kryją się ciekawe historie. To świetne tematy do rozmowy, która pozwoli przełamać lody (jeśli jeszcze wymagają przełamania).

Lekcja #3: Staniesz się członkiem rodziny. Albo i nie.

 

Po opuszczeniu Szanghaju zdałam sobie z czegoś sprawę – zupełnie nieświadomie zostałam członkiem rodziny, którą tworzył mój zespół. Zespoły z którymi pracowałam w Szanghaju miały w sobie coś wyjątkowego – czułam, że nie ważne czy jesteś nowy i pracujesz zaledwie od tygodnia, czy też od 10 lat, będziesz traktowany jak członek rodziny. Szkolenia prowadzimy w języku angielskim. Niektórzy uczestnicy czuli się onieśmieleni z powodu swojego poziomu znajomości angielskiego (niesłusznie!) i obawiali się wyrażać swoje myśli w tym języku, ale okazywali mi, że jestem częścią rodziny przynosząc mi domowej roboty przysmaki. Niektórzy przywieźli mi z wakacji pocztówki czy pamiątki. Stworzyli grupę „chinafamily” na WeChat byśmy mogli pozostawać w kontakcie po moim wyjeździe 🙂

Miałam również możliwość odwiedzić inne biuro w Wuxi (około 2,5 godziny jazdy od Szanghaju). To doświadczenie jednak trochę się różniło. Z wielu przyczyn, nie byłam w Wuxi najmilej widzianym gościem. Jedną z przyczyn był fakt, że firma przechodziła zmiany i czasy były niepewne. Ja byłam gościem z zewnątrz, odebranym jako niepewność i ryzyko. I w Wuxi rzeczywiście poczułam się jak ktoś zewnątrz, kto do tego miejsca nie przynależy. Z drugiej strony, zespół w Wuxi wydał mi się bardzo podobny do zespołu w Szanghaju – był jak rodzina. Myślę, że różnica polegała na tym, że był bardziej zamknięty na świat zewnętrzny.

Na „lekcje wyniesione z Chin” spoglądam z sentymentem. Wiele nauczyłam się tam jako trener, jednak przede wszystkim zyskałam tam liczną rodzinę, za którą bardzo tęsknię.